Kiedy rachunek za prąd rośnie, podejrzenie pada zwykle na oświetlenie i sprzęt w trybie czuwania. To dobre nawyki, ale w domowym bilansie odpowiadają za ułamek zużycia. Dwie pozycje, które faktycznie robią różnicę, to podgrzewanie wody i ogrzewanie, i to na nich warto skupić uwagę, jeżeli celem jest realna oszczędność, a nie poczucie, że coś się zrobiło.
Podgrzewacz pracuje przez całą dobę
Elektryczny podgrzewacz pojemnościowy nie zużywa energii tylko wtedy, gdy odkręcamy ciepłą wodę. Zużywa ją także po to, żeby utrzymać temperaturę w zbiorniku między poborami, kompensując straty przez izolację obudowy.

Te straty postojowe są parametrem podawanym w karcie i wynoszą zwykle od pół do półtora kilowatogodziny na dobę, zależnie od pojemności i jakości izolacji. W skali roku daje to od dwustu do pięciuset kilowatogodzin zużytych wyłącznie na utrzymywanie ciepła, niezależnie od tego, ile wody faktycznie zużyto.
Stąd pierwszy wniosek: pojemność zbiornika dobiera się do rzeczywistego poboru, a nie z zapasem. Dwustulitrowy zbiornik w gospodarstwie dwuosobowym oznacza, że przez większość doby podgrzewane jest sto litrów wody, po którą nikt nie sięgnie.
Drugim jest temperatura. Nastawa pięćdziesięciu pięciu stopni jest optymalna: niżej rośnie ryzyko rozwoju bakterii, wyżej rośnie zarówno strata postojowa, jak i tempo wytrącania kamienia. Obniżenie z siedemdziesięciu do pięćdziesięciu pięciu stopni obniża straty o kilkanaście procent i nie wpływa na komfort, bo do kąpieli i tak miesza się wodę z zimną.
Grzałka, czyli element, który zużywa się przewidywalnie
Osad wapienny odkłada się na grzałce i działa jak izolacja. Ciepło gorzej przechodzi do wody, więc element pracuje w wyższej temperaturze, niż przewidziano, a to skraca jego życie. Objawem pośrednim jest wydłużenie czasu nagrzewania i wzrost zużycia energii, zanim jeszcze dojdzie do przepalenia.
Wymieniana w takich przypadkach grzałka do bojlera dobierana jest do mocy, do rodzaju kołnierza i do długości, przy czym te trzy parametry muszą odpowiadać konkretnemu modelowi zbiornika. Wymiana jest czynnością wykonalną, wymagającą spuszczenia wody, ale jednorazową i tańszą niż wymiana całego urządzenia.
Przy tej okazji sprawdza się anodę magnezową. To pręt, którego zadaniem jest korodować zamiast zbiornika, chroniąc go elektrochemicznie. Zużywa się w tempie zależnym od jakości wody, zwykle w ciągu dwóch do czterech lat, i po jej całkowitym zużyciu korozja przenosi się na wykładzinę zbiornika, co kończy żywotność urządzenia.
Wymiana anody kosztuje kilkadziesiąt złotych i jest jedyną czynnością serwisową, która realnie przedłuża życie podgrzewacza. Pomijana jest w większości gospodarstw, bo nikt nie informuje o niej przy zakupie.
Ogrzewanie: sterowanie ważniejsze od źródła
Po stronie ogrzewania największą pojedynczą oszczędność daje nie wymiana urządzenia, tylko sposób, w jaki jest sterowane. Dom ogrzewany na stałą temperaturę przez dwadzieścia cztery godziny zużywa wyraźnie więcej niż ten sam dom z temperaturą obniżaną wtedy, gdy nikogo nie ma i gdy wszyscy śpią.
Zamontowany w pomieszczeniu referencyjnym termostat pokojowy pozwala zaprogramować taki harmonogram. Obniżenie o dwa stopnie na osiem godzin w nocy i na kolejne osiem w ciągu dnia daje w typowym budynku oszczędność rzędu kilku do kilkunastu procent.
Skala zysku zależy jednak od bezwładności budynku i to jest szczegół, który decyduje o sensowności całej operacji. Dom dobrze ocieplony stygnie powoli, więc obniżenie o dwa stopnie w nocy oznacza, że temperatura spadnie o jeden, a rano trzeba będzie dogrzać niewiele. Budynek nieocieplony wychłodzi się szybko i rano wymaga pełnej mocy, przez co część oszczędności wraca.
Przy ogrzewaniu podłogowym harmonogram działa inaczej niż przy grzejnikach, bo płyta grzewcza ma kilkugodzinną bezwładność. Głębokie obniżenia nie mają tam sensu, bo układ nie nadąży odbudować temperatury na czas. Sprawdza się natomiast korekta o jeden stopień i przesunięcie startu ogrzewania o kilka godzin do przodu.
Cztery działania w kolejności opłacalności
- Obniż temperaturę w zasobniku do pięćdziesięciu pięciu stopni. Nie kosztuje nic, zajmuje minutę i zmniejsza zarówno stratę postojową, jak i tempo osadzania kamienia.
- Zaprogramuj harmonogram ogrzewania. Koszt to termostat i godzina montażu, a efekt widać w pierwszym sezonie.
- Sprawdź i wymień anodę magnezową. Kilkadziesiąt złotych, które decydują o tym, czy zbiornik przetrwa dziesięć lat, czy pięć.
- Zaizoluj rury ciepłej wody na odcinkach przechodzących przez pomieszczenia nieogrzewane. Otulina kosztuje kilka złotych za metr i eliminuje stratę występującą przy każdym poborze.
Wszystkie cztery mieszczą się w kwocie, którą wielu właścicieli wydaje na wymianę oświetlenia na energooszczędne, a dają efekt kilkukrotnie większy. To nie znaczy, że oświetlenia nie warto wymieniać. Znaczy, że warto zacząć od miejsc, w których energia faktycznie ucieka.
Podgrzewacze wody, grzałki, anody i sterowniki wraz z danymi doborowymi znajdziesz na www.onninen.pl. Parametry przywołane w tekście pochodzą z katalogu hurtowni Onninen.
Artykuł sponsorowany
Ekspert w dziedzinie mebli dziecięcych i aranżacji wnętrz, który pomaga tworzyć bezpieczne, funkcjonalne i estetyczne przestrzenie dla najmłodszych. Z pasją doradza, jak dobrać meble dopasowane do wieku i potrzeb dzieci oraz jak urządzić dom, by był komfortowy dla całej rodziny. Śledzi najnowsze trendy w designie wnętrz i dzieli się swoją wiedzą, by ułatwiać czytelnikom podejmowanie najlepszych decyzji przy urządzaniu przestrzeni.




